Black Friday w Polsce i nadużycia – co na to prawo?

Wyłączone

Black Friday to pewnego rodzaju tradycja gospodarcza, która przypłynęła do nas, podobnie jak np. Halloween, wprost zza Oceanu. Polega ona na tym, że przez jeden dzień w roku (w pierwszy piątek po Dniu Dziękczynienia), ogromna ilość towarów konsumpcyjnych sprzedawa jest po drastycznie obniżonej cenie, a tłumy Amerykanów szturmują sklepy (w tym także sklepy Internetowe) w polowaniu np. na przeceniony sprzęt elektroniczny. Przed największymi sieciówkami typu Macy’s, wielostysięczne tłumy ustawiają się w kolejkach już na kilka dni przed dniem wyprzedaży. Dla ogromnej ilości sprzedawców w U.S.A. dochód w tym dniu jest największym w ciągu całego roku.

A jak Czarny Piątek wygląda w Polsce? Dla naszych (formalnie) rodzimych przedsiębiorców to także okazja do znaczącego polepszenia swoich wyników finansowych. Rzecz w tym, że Czarny Piątek z Black Friday, oprócz znaczenia semantycznego, ma niewiele wspólnego. W Kraju nad Wisłą praktykowane są bowiem zachowania, które bardzo często polegają na celowym wprowadzaniu kupującego w błąd. Weźmy oto kilka przykładów:

Przykład 1) Na kilka dni przed Wielkim Piątkiem cena produktu z np. 100 zł winduje do ceny np. 150 zł, aby w dzień wyprzedaży spaść do „promocyjnej” kwoty 75 zł. Kupujący jest przekonany, że nabył towar z 50% obniżką, podczas gdy w rzeczywistości zaoszczędził na tej transakcji tylko 25%.

Przykład 2) Na kilka dni przed Wielkim Piątkiem cena produktu z np. 100 zł winduje do ceny np. 150 zł, aby w dzień wyprzedaży spaść do poprzedniej, identycznej kwoty 100 zł. Kupujący jest przekonany, że nabył towar z 25% obniżką, podczas gdy w rzeczywistości nie zaoszczędził ani złotówki.

Przykład 3) Tzw. jazda po bandzie. Na produkcie o początkowej cenie np. 50 zł sprzedawca nakleja karteczkę z przekreśloną kwotą np. 500,00 zł i nową, wytłuszczoną wielkimi literami ceną 100 zł. Przeciętny Kowalski pomyśli, że kupując daną rzecz aż 400 zł taniej robi interes swojego życia. Co więcej, przysłowiowy Kowalski kupi od razu 2-3 sztuki tego towaru, bo może „będzie na później”, albo na wypasiony prezent dla znajomego. W efekcie, Kupujący w promocji nabywa dany produkt drożej, niż mógł nabyć go przed promocją.

A co na to polskie prawo?

W pierwszej chwili mogłoby się wydawać, że z uwagi na działającą u nas od wielu lat gospodarkę wolnorynkową oraz tzw. swobodę zawierania umów, wyrażoną w przepisie art. 3531 ustawy z dnia z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny, sprzedawcy wolno ustalać cenę wg. własnego widzimisię, a kupującego do nabycia danego towaru przecież i tak nikt (teoretycznie) nie zmusza.

Art. 3531. Strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego.

Rzecz w tym, że nie każdy kupujący potrafi trzeźwym okiem ocenić rzeczywistą wartość danego produktu, a tym bardziej mało kto śledzi ceny tysięcy towarów konsumpcyjnych, aby w Wielki Piątek wiedzieć, czy dany produkt faktycznie jest przeceniony, czy może Kowalski jest na najlepszej drodze do padnięcia ofiarą czarnopiątkowego oszustwa. Wprawdzie z pomocą przychodzą strony Internetowe, takie jak fakefriday.org, to i tam nie znajdziemy absolutnie wszystkich informacji, które pozwolą nam ominąć nieuczciwych sprzedawców.

Wracając do istniejących w tym zakresie regulacji prawnych wskazać należy, że przepisy Kodesu cywilnego nie są jedynym źródłem prawa, którym należy posiłkować się w relacjach pomiędzy nabywcą (najczęściej konsumentem), a sprzedawcą. Kluczowe znaczenie ma tu bowiem ustawa z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (którą w dalszej części będę nazywał „ustawą”) oraz centralny organ administracji państwowej, jakim jest Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Szczególnie istotnym w kontekście oceny dopuszczalności manipulacji cenowej jest przepis art. 7 pkt 7 ustawy:

Art. 7. Nieuczciwymi praktykami rynkowymi w każdych okolicznościach są następujące praktyki rynkowe wprowadzające w błąd: (…)

7) twierdzenie, że produkt będzie dostępny jedynie przez bardzo ograniczony czas lub że będzie on dostępny na określonych warunkach przez bardzo ograniczony czas, jeżeli jest to niezgodne z prawdą, w celu nakłonienia konsumenta do podjęcia natychmiastowej decyzji dotyczącej umowy i pozbawienia go możliwości świadomego wyboru produktu.

Art. 7 ustawy, czyli tzw. czarna lista nieuczciwych praktyk rynkowych, to wyliczenie enumeratywne, zwane także zamkniętym (numerus clausus), a więc takie, które nie podlega rozszerzeniu na inne stany faktyczne, bez wyraźnej ingerencji ustawodawcy w treść samego przepisu. Podobnie zresztą skonstruowane są przepisy art. 9 ustawy, czyli tzw. czarna lista agresywnych praktyk rynkowych.

W związku z powyższym powstaje pytanie, czy istnieje bat na nieuczciwych sprzedawców? Odpowiedź ze wszech miar jest twierdząca. Po pierwsze, będzie to odpowiedzialność o charakterze cywilnym, wyrażona w przepisie art. 12 ust. 1 ustawy, stanowiąca rozszerzenie kodeksowej odpowiedzialności na zasadach ogólnych z przepisu art. 415 k.c. (ex delicto).

Art.  12. ust. 1. W razie dokonania nieuczciwej praktyki rynkowej konsument, którego interes został zagrożony lub naruszony, może żądać:
1) zaniechania tej praktyki;
2) usunięcia skutków tej praktyki;
3) złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie;
4) naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych, w szczególności żądania unieważnienia umowy z obowiązkiem wzajemnego zwrotu świadczeń oraz zwrotu przez przedsiębiorcę kosztów związanych z nabyciem produktu;
5) zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej, ochroną dziedzictwa narodowego lub ochroną konsumentów.

Art. 415 k.c. Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.

Co szczególnie istotne, z roszczeniami, o których mowa w ust. 1 pkt 1, 3 i 5, mogą wystąpić również: 1) Rzecznik Praw Obywatelskich; 2) Rzecznik Finansowy; 3) krajowa lub regionalna organizacja, której celem statutowym jest ochrona interesów konsumentów; 4) powiatowy (miejski) rzecznik konsumentów. Warto zatem ww. podmiotom zgłaszać wszelkie wykryte przez nas nieprawidłowści.

Trzeba także zwrócić uwagę, że ustawodawca w przepisie art. 13 ustawy przesunął tzw. ciężar dowodu i uznał, że to przedsiębiorca ma udowodnić, że dana praktyka rynkowa nie stanowi nieuczciwej praktyki wprowadzającej w błąd, a nie kupujący winien udawadniać, że dana praktyka rynkowa stanowi nieuczciwej praktyki wprowadzającej w błąd. Jest to przepis o charakterze szczególnym (lex specialis) w stosunku do ogólnej zasady ciężaru dowodowego (onus probandi), wyrażonej w przepisie art. 6 k.c. (lex generali).

Art. 6 k.c. Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne.

Art.  13. Ciężar dowodu, że dana praktyka rynkowa nie stanowi nieuczciwej praktyki wprowadzającej w błąd spoczywa na przedsiębiorcy, któremu zarzuca się stosowanie nieuczciwej praktyki rynkowej.

Po drugie, będzie to odpowiedzialność karna, ale tylko w odniesieniu do praktyk agresywnych (art. 15 w zw. z art. 9 ustawy), oraz do tzw. systemu argentyńskiego (art. 16 w zw. z art. 10 ustawy).

Art.  15. ust. 1. Kto stosuje agresywną praktykę rynkową, podlega karze grzywny.

Art.  16. ust. 1. Kto stosuje nieuczciwą praktykę rynkową polegającą na zarządzaniu mieniem gromadzonym w ramach grupy z udziałem konsumentów w celu finansowania zakupu produktu w systemie konsorcyjnym, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Bądźcie więc czujni i nie dajcie się ponieść czarnopiątkowemu szaleństwu 🙂

Polecam także lekturę artykułu na stronie UOKiK – Black Friday, Cyber Monday – nie daj się oszukać.